|
|
Jest amant kanciasty, krawiecki manekin
I chudy nieboszczyk, i g³upi arlekin,
I jeden zdziwiony w k±ciku.
Julian Tuwim Teatr |
Drodzy Czytelnicy!
"A teraz zbud¼cie siê, bo
Teraz zniknê³y wszystkie czary moje,
Teraz o w³asnych tylko si³ach stojê;
Si³y to s³abe."
Na te s³owa zbudzili siê wêdrowcy i jakie¿ by³o ich zdumienie, gdy spostrzegli, ¿e znajduj± siê przy stole biesiadnym
w towarzystwie maga Prospera, Mirandy i dwóch duchów. Ani ¶ladu teatru... By³¿eby to sen?... warto ¶nic tak codziennie!
Tak, to by³ sen - rzek³ Prospero [...] Tak, tego teatru nie znajdziecie nigdzie... poza krêgiem zakre¶lonym przez
wasz± fantazjê. A jednak teatr ten istnieje naprawdê!"
Powy¿szymi zdaniami rozpocz±³ My¶li o odrodzeniu teatru w 1913 roku Leon Schiller. Przytaczamy te s³owa we
wstêpie numeru repertuarowego, aby uzasadniæ nasz s±d, i¿ kszta³t ka¿dego teatru - szkolnego tak¿e - zale¿y w³a¶nie od
fantazji. Bez niej nie zaistnieje ¿aden teatr, ¿aden spektakl. Bo co wiêcej trzeba, aby zaistnia³ teatr? Zdaniem,
Schillera "wystarczy trochê desek, dykty, blachy, lakieru, kilka reflektorów i najzwyklejsze p³ótno na kostiumy.
Staro¿ytny mimos ludowy, komedia dell’arte i wspania³y teatr linoskoczków paryskich skromniejszym rozporz±dza³ aparatem.
A jutro..." (Teatr jutra. "Wiek XX" 1928 nr 1).
"A jutro" Schillera jest dzisiaj. I mo¿emy odpowiedzieæ mistrzowi, ¿e w swej istocie teatr mo¿e obej¶æ siê bez tych
desek, dykty... Ale bez fantazji i odrobiny chêci? Nigdy!
Czemu wiêc nie staæ siê kim¶ innym? Bawmy siê w teatr, bawmy teatrem innych. Tadeusz Kudliñski, zapomniany ju¿
teatrolog, zastanawiaj±c siê nad ¼ród³em upodobañ ludzkich do przybierania na siebie cudzej postaci stwierdzi³, ¿e s±
one cz³owiekowi przyrodzone, tkwi± w jego naturze i mo¿na je okre¶liæ jako pierwotny, odziedziczony instynkt (Kudliñski
T.: Maska i oblicze teatru. Warszawa 1963).
Wszystko jedno, czy udaje kogo¶ innego zawodowy aktor profesjonalnego teatru, czy uczeñ na szkolnym parkiecie sali
gimnastycznej; udawanie p³ynie z d±¿enia do wydawania siê lepszym, gro¼niejszym, wa¿niejszym ni¿ w istocie jest. D±¿enie
to szczególnie silne u dzieci, które w zabawach "na niby", nie nak³aniane przez nikogo, same koniecznie chc± byæ kim¶
innym. Jest to droga do uzyskania znaczenia, do wyj¶cia z ograniczonych jeszcze mo¿liwo¶ci dzia³ania w ¶wiecie realnym -
do ¶wiata fikcji (fantazji). To w³a¶nie przebywanie w tym ¶wiecie daje wszystkim wiele sposobno¶ci do budzenia podziwu i
zainteresowania sob± innych - rówie¶ników i doros³ych. Kryje siê w tym marzenie i têsknota za cudown± odmian± samego
siebie.
Zgodnie ze s³owami dzieciêcej piosenki "Bo fantazja, fantazja jest od tego, aby bawiæ siê na ca³ego" wiêkszo¶æ z
"bawi±cych siê" w teatr ma wrodzon± têsknotê za ultima thule, ostatecznym krañcem "¿eglugi... Kurs bywa zawi³y,
ale w miejscu trudno ustaæ. W tym znaczeniu nieustêpliwego d±¿enia do osi±gniêcia miary w sztuce (tej szkolnej i tej
pisanej wielk± liter±), teatr niew±tpliwie bywa OGROMNY.
Marcin Paszkowski
Tomasz Szymañski
|
|