|
Osoby: Adam, Paweł, Janek, Karol, Kasia, Ania, Matka,
Ojciec, Nauczyciel, Katechetka, Trener, Obcy.
(Akcja toczy się na podwórku przed blokiem. Słychać muzykę hip-hopową. Na scenę wchodzi
chłopiec - Adam, pakując po drodze plecak. Tuż za nim wchodzi matka,
poprawiając fryzurę i przeglądając się w małym lusterku).
Matka (wkladając
lusterko do torebki): Dlaczego włożyłeś te spodnie? Wyprasowałam ci czarne.
W tamtych lepiej wyglądasz. I te buty?! Już dawno trzeba je wyrzucić na
śmietnik. (Poprawia chłopcu kołnierzyk,
gładzi włosy). Nałóż tę nową kurtkę, dobrze ci w niej. Aha, idź koło domu
Kowalskiej, niech zobaczy i przyzna wreszcie, że ja mam lepszy gust. No i
pamiętaj, bądź grzeczny w szkole, nie przynieś mi wstydu!
Adam: Mamo, ale ja...
Matka: Dobrze już, dobrze... Muszę wyjść, śpieszę
się. Jak wrócę, to powiesz. Pa, kochanie. (wychodzi.
Wchodzi ojciec czytając gazetę).
Adam: Tato, chciałbym...
Ojciec(Składa gazetę i wyjmuje pieniądze): Przecież
wczoraj dostałeś sto złotych. Co ty z nimi robisz? Masz za duże potrzeby, synu.
Ja w twoim wieku...
Adam: Tato, ale ja chciałbym...
Ojciec (Dokłada drugi banknot): No dobrze. Tyle ci wystarczy? Więcej
nie mam drobnych. To do jutra, synku. Wrócę późno w nocy. Trzymaj się (wychodzi).
Adam: (w czasie,
gdy ojciec wychodzi): Aleja chciałbym.. .porozmawiać... (Adam bierze plecak i wychodzi. Słychać
muzykę hip-hopową. Na scenę wchodzą chłopcy, gestykulują, rozmawiają).
Paweł: Jak poćwiczysz, to będziesz lepszy od Piotra.
Musisz tylko systematycznie ćwiczyć. Trener powiedział, że masz duże szanse na
zawodach.
Janek: Dzięki. Nie bardzo wierzę w te szanse. Chyba rzucę
to wszystko jak Adam.
Paweł: Coś ty?! Ja jestem słabszy od ciebie i nie mam
zamiaru rezygnować. W sporcie jest jak na loterii, dziś przegrywasz, a jutro
wygrywasz. Zresztą, liczy się fajna zabawa, no nie?
Janek: Masz
rację. Tak naprawdę, to nie muszę być najlepszy. Ale od jutra ostro biorę się
do pracy (Śmieje się. Wchodzi Adam. Janek go
spostrzega i macha ręką).
Janek: Cześć,
Adam.
Paweł: Cześć (podaje rękę).
Adam: Cześć.
Paweł: Czemu
nie byłeś na treningu? Trener się wściekał.
Adam: A
tam...
Janek: Za
tydzień zawody. Wszyscy liczą na ciebie. Co ty wyprawiasz?
Adam: Robię,
co chcę.
Paweł: A
drużyna? Wcale nie ćwiczysz. Trener powiedział...
Adam: Niech
sobie mówi, co chce. Mnie już tam nie zobaczy.
Janek: No,
coś ty?!
Adam: Cześć,
śpieszę się (odchodzi).
Janek:
Słyszałeś?
(Chłopcy,
rozmawiając po cichu, wychodzą. Słychać muzykę Na scenę wbiegają dziewczynki.
Rozmawiają i chichoczą).
Ania: Jak
tańczę sambę, to mi te falbanki przeszkadzają, więc mówię, żeby... (Spostrzega
wchodzącego Adama) O,
Adam!
Czemu nie byłeś na tańcach? Dziś poznaliśmy nowe kroki.
Adam: Czemu, czemu..?! Wszystko chcesz wiedzieć.
Kasia:
Adasiu, chodź z nami na kółko. Dzisiaj mają być bardzo trudne zadania. Może
razem będzie nam łatwiej.
Ania: No
właśnie. Chodź. Ty to masz głowę. Pitagoras siada przy tobie.
Adam: Innym
razem. Dziś nie mam czasu. Cześć dziewczyny.
Kasia:
Szkoda.
Kasia i Ania: Cześć (Odchodzą. Słychać muzykę hip-hopową. WchodziKarol, w ręce trzyma puszkę piwa, klepie Adama po plecach)
Karol: Siema,
Adam.
Adam: Cześć.
Karol:
Fajnie, że cię widzę. Superowską grę zdobyłem. Mówię ci, odjazdowa.
Adam: O
czym?
Karol: Coś podobnego do "Mortal Combat" i do "Postal". Nawet lepsza.
Więcej broni można używać. A najlepsza ta, co rozsadza człowieka. Mówię ci,
idzie facet - raz i po nim: głowa oddzielnie, ręce, nogi latają
w powietrzu, tylko krew tryska! Mówię ci. Albo celownik na podczerwień.
Wszystkich rozwalam, nieważne: noc czy dzień, mgła, deszcz... Trach i gościa
nie ma, tylko mokra plama. Choć, pogramy.
Adam:
Później. Muszę coś załatwić.
Karol: To na
razie. (Odchodzi. Słychać muzykę. Na scenę wchodzi
obcy, z papierosem w ustach, podchodzi do Adama, częstuje papierosem).
Adam: Nie,
dziękuję, nie palę.
Obcy: Coś ty
taki! Jak panienka (przedrzeźnia) Dziękuję, proszę, przepraszam... Chłop
jesteś, czy baba? (jeszcze raz podaje
papierosa, Adam bierze i wkłada do ust). No, teraz to co innego. Masz kłopoty, koleś? Nie zaprzeczaj, to
widać. Mam coś, co ci pomoże. Stary! To dopiero lekarstwo! Tylko spróbuj. (wyciąga z kieszeni zawiniątko, rozgląda się czy nikt nie widzi. Cicho
rozmawiają. Adam daje mu pieniądze i bierze zawiniątko, wychodzą. Dłuższa
przerwa, w czasie której słychać głośną muzykę. Na scenę wbiega sam Adam).
Adam: Po co
się narodziłem? Na jaką okazję? Za jakie grzechy? (Siada z
rezygnacją, opuszcza głowę na ręce, potem .się przewraca na bok. Po chwili
wchodzi Karol, podchodzi do Adama, siada obok).
Karol:
Wyłączyłem grę. Wstałem od komputera. Wziąłem nóż... Sam nie wiem czemu.
Wyszedłem. Był zmierzch. Krew tętniła w żyłach. Wiesz, co chciałam zrobić?
Wiesz? (płacze). W ostatniej
chwili zrozumiałem, że krew jest krwią. Że człowiek ma tylko jedno życie. A
życie nie jest grą. I od początku uczę się żyć, rozumieć, kochać, współczuć...
Chodź ze mną albo ucz się sam (Wychodzi. Wchodzi Obcy.
Adam siada, patrzy smutnym wzrokiem, potem się lekko odwraca).
Obcy:I co tak patrzysz jak zranione
zwierzę? Masz mi coś do zarzucenia?! Chciałeś, to brałeś! Nie zmuszałem cię!
Pokazałem ci tylko drogę, jedną z wielu... Podobało ci się. Miałeś niezłe fazy.
Zapomniałeś?! Byłeś zachwycony!
Adam: Przez
chwilę...
Obcy: Co z
tego, że przez chwilę.
Adam: A ty?
Obcy: Ja
nigdy tego świństwa nie brałem. Ja wiem, co to znaczy. Ja chcę żyć! Ja chcę
mieć za co żyć. Co z tego, że lubię kasę! Że mam ją dzięki takim jak ty! Nie
wasza śmierć się liczy, tylko moje życie. Moje wygodne, luksusowe życie!
Żegnaj! (Śmieje się i wychodzi. Wchodzi trener, podchodzi do Adama).
Trener: Jak mogłeś?! Tak bardzo
liczyłem na ciebie, Taki zawodnik. Mogłeśbyć mistrzem! Dlaczego nie chciałeś trenować? Miałeś
talent. Byłeś najlepszy w drużynie. Powinieneś był ćwiczyć, a nie znikać na całe dni. Cała
drużyna przez ciebie cierpi. Mogliśmy wygrać, a ty co? Ty zrezygnowałeś...
Odszedłeś w ostatniej chwili., przed mistrzostwami. Bez słowa wyjaśnienia...
Zawiodłeś mnie, zawiodłeś kolegów. Jesteś nikim. Nie liczysz się już dla mnie.
Adam: Dla pana liczy się tylko gra... (Trener
wychodzi. Wchodzi nauczyciel).
Nauczyciel: Adam! Taki zdolny uczeń... Same piątki, szóstki...
Gdy przychodziłeś na zajęcia, wszystkich przewyższałeś swoją inteligencją.
Żadne zadanie nie było dla ciebie za trudne. Przed tobą była olimpiada
matematyczna i wielkie szanse na pierwsze miejsce. Miałbyś otwarte wszystkie
drzwi. Zaprzepaściłeś wszystko. Zrezygnowałeś z przyszłości. Zawiodłeś mnie.
Taki umysł, taki matematyk... Spójrz na siebie. Kim ty teraz jesteś?!
Adam: Tylko człowiekiem (Nauczyciel wychodzi. Wchodzi katechetka).
Katechetka: Zapomniałeś tego, czego uczyłam cię
przez tyle lat. Słowo odbijało się od ciebie jak od skały. Wolną wolę
potraktowałeś zbyt dosłownie. Zamknąłeś oczy, odwróciłeś się. Zszedłeś z drogi,
którą wskazał nam Pan. Wybrałeś własną drogę - drogę prowadzącą
w ciemność, w przepaść bez dna. Zrezygnowałeś z prawdziwego szczęścia.
Zbłądziłeś, ale jeszcze możesz wrócić.
Adam: Jak?
(Katechetka wzrusza ramionami i wychodzi. Wchodzą rodzice).
Matka: Adasiu, synku! Jak ty wyglądasz? Jak mogłeś?! Tak
bardzo się starałam... Zawsze byłeś najlepiej ubrany. Chciałam, żeby cię
podziwiano, żeby mówiono, jaki mój syn mądry, ładny, przystojny, kulturalny...
Adam: Chciałaś, żebym był jeszcze jedną twoją ozdobą,
jak pierścionek czy broszka.
Ojciec: Miałeś wszystko. To, o czym inni mogli tylko
pomarzyć, ty miałeś. Chciałeś wieżę -
miałeś. Chciałeś komputer - dostałeś.
Zamarzyły ci się podróże - zwiedziłeś
pół świata. Komórki, DVD, czy inne drobiazgi... Miałeś wszystko. Nie
doceniłeś... Czego ci brakowało?
Adam: Miłości!
(Rodzice wychodzą ze spuszczonymi głowami. WchodziKasia).
Kasia:
Wstydziłeś się miękkich gestów, czułych spojrzeń, ciepłych uśmiechów. Kiedy
cierpiałeś, wykrzywiałeś lekceważąco wargi... Myślałeś, że jesteś sam, że nie
ma odwrotu,... a przecież... ja... ja... (Wzdycha, pochyla .się nad nim, bierze go za rękę, śpiewa).
Powiedz, powiedz czemu
Świat twój milczy cały blady od
wzruszeń
Niczym słońce zaćmione przez
księżyc
czekające na chwile poruszeń?
Powiedz, czemu pragniesz
Dojrzeć w oknach świata część
odległą
Niczym drzewo więdnące bez
skargi
Czekające na deszcze z nadzieją!
Wszyscy: Wstań,
powiedz:
Nie jestem sam...
(Piosenka zespołu "Ich
Troje").
...Wstań, powiedz:...
(Na scenę wychodzą inne dzieci, śpiewają razem refren. Adam wstaje w
czasie słów "Wstań").
Adam: Nie
jestem sam? Nie jestem sam!
Jolanta Kiercul
Białystok
|